FCParma.com.pl - Pierwszy w Polsce serwis o Gialloblu

Wyszukiwarka:
Osób przebywających na stronie: 43 wtorek, 25 czerwca 2019

Panel logowania

Ostatni mecz

Serie A
Roma2
Parma 1
Stadio Olimpico; 26.05.2019; 20:30

Następny mecz

Video

Roma 2:1 Parma: Skrót

Cytat tygodnia

"Zdajemy sobie sprawę jak wielkim atutem są nasi kibice oraz ich wsparcie płynące z trybun. W ubiegłym sezonie mogliśmy tego doświadczyć wiele razy, chociażby w starciu z Fiorentiną, kiedy to fani dosłownie ponieśli nas do zwycięstwa. Zależy nam nam na utrzymaniu tej synergii, nie chcieliśmy tego psuć i mimo tego, iż rynek piłkarski ciągle się zmienia, zdecydowaliśmy się na bardzo przystępne ceny naszych karnetów. Liczymy, że nasi kibice to docenią." - Luca Carra

Shoutbox

Partnerzy

Legalni bukmacherzy w Polsce – sprawdź gdzie można legalnie obstawiać


odwiedź portal zakłady bukmacherskie

Statystyki serwisu

Serwis istnieje od: 18.06.2006

Czyli ma już 4755 dni.
Napisaliśmy 11677 newsów

Mamy 272 zarejestrowanych użytkowników.
Obecnie zalogowanych jest 0 osób, oraz 43 gości.

Serwis monitoruje: Stat.4u.pl  

Online:

Parma vs Napoli 13.03.2011

Dzień pierwszy


Koło godziny 10.30 odebrałem Odysa ze stacji, podjechaliśmy załatwić jeszcze kilka moich spraw i przed 11 wróciliśmy do mnie do domu by wypić ostatnią herbatę przed wyjazdem. Po 11 ruszyliśmy samochodem do Bartka by się spakować w bagaż główny. Pakowanie poszło bez problemu, bagaż miał tylko 12 kg, więc byliśmy zadowoleni. Po godzinie 12 zawitaliśmy na poznańskie lotnisko Ławica, by chwilę później ujrzeć Bartka w asyście funkcjonariusza policji, od którego nasz kolega dostał mandat w wysokości 20zł za zaśmiecanie:D(palił w niedozwolonym miejscu). Sytuacja szybko się wyjaśniła i mogliśmy wrócić na "właściwe tory", by koło godziny 13 czekać w spokoju na nasz lot. W raz z nami czekały na ten lot cztery polki, o których będzie jeszcze mowa w ostatnim dniu. 14.30 już byliśmy w samolocie, pierwszy raz leciałem, więc miałem pewne obawy, ale wraz ze startem moje obawy odleciały wraz z nami. W samolocie pogadaliśmy i nacieszyliśmy oko widokiem uroczych stewardes. O 16.15 wylądowaliśmy w Bergamo i długo nie zwlekając wystartowaliśmy po nasz bagaż i 16.20 wyszliśmy z lotniska, zobaczyliśmy autobusy z napisem "Milano Centrale". Szybka kalkulacja: jeden bilet - 7,99E(albo 8,99E) trzy bilety - 19,90E nie było co liczyć... i o 16.22 jechaliśmy już ku Mediolanowi. Po 50minutach komfortowej jazdy zawitaliśmy do drugiego co do wielkości miasta Włoch. Dworzec niesamowity, niejedno polskie muzeum może się schować Razz Parę fotek i ruszamy ku peronom. Oczywiście musieliśmy zawitać do informacji gdyż nie mieliśmy zielonego pojęcia jak zakupić bilety:P Po opuszczeniu informacji próbowaliśmy kupić na własną rękę bilety, oczywiście ta sztuka jest dziecinnie prosta o czym przekonał nas pewien sympatyczny murzyn, który zaproponował pomoc w zakupie biletów, oczywiście haczykiem była reszta z 50E czyli 5E, które "nasz wybawiciel" zabrał na jedzenie, nie ukradł, ale zabrał w zamian za pomoc. No cóż z biletami, które wydały nam się drogie(15E) ruszamy znowu ku peronom, by po chwili znaleźć naszą "karocę" i wygodnie rozlokować w IC z numerowanymi miejscówkami, na wstępie nasz przedział "otrzymał" od nas vlepkę. 17.45 pociąg rusza, szybki kontakt z Mario i już wiemy, że ktoś będzie na nas czekał na dworcu w Parmie. Podróż w pełnym komforcie i po 19 docieramy do tego pięknego miasta jakim jest Parma w między czasie barwiąc IC kolejnymi vlepkami. Dworzec w remoncie więc rozczarowaliśmy sięVery Happy. Chwilę poczekaliśmy za Mariuszem i wyruszyliśmy ku czwartemu środkowi transportu w tym dniu. Po samolocie, autobusie i pociągu teraz przyszła kolej na samochód. Po jakiś 10 minutach dotarliśmy do autka, żeby zaraz po drodze, skoczyć na zakupy. Zaopatrzeni w trochę jedzenia i odpowiednie włoskie trunki + Żubrówka z Polski ruszamy dalej aby, ku naszemu zaskoczeniu jeszcze dzisiaj zobaczyć Ennio Tardini na własne oczy. Pierwsze wrażenia niesamowite!. Krótka wysiadka parę zdjęć + vlepki i wracamy z powrotem do samochodu. Po godzinie chyba 21 meldujemy się w naszym miasteczku noclegowym(San Polo d'Enza)by rozpocząć świętowanie naszego pierwszego wyjazdu!. W znakomitych nastrojach około godziny trzeciej kładziemy się spać by wstać już koło godziny 7.30 i rozpocząć kolejny niesamowity dzień drugi.

 

Dzień drugi


Ciężka pobudka po której stwierdzamy, że Mariusz już się zwinął do domu jak my spaliśmy. Za oknem niestety już padał deszcz, który w tym dniu nam ostro zalazł za skórę. Szybko się ogarnęliśmy by niezwykle głodni ruszyć na niezłe śniadanko, bo kolacja wczorajsza czyli chleb tostowy + pasztet podlaski nie były tym czego pragnęliśmy. W bojowych nastrojach i zmobilizowanych żołądkach przetrząsamy hotel w poszukiwaniu śniadania, oczywiście trochę się naszukaliśmy, bo w recepcji nikogo nie uraczyliśmy, by w końcu spotkać "wybawicielkę" sprzątaczkę, z którą po polsko-angielsko-włosku dogadaliśmy sięVery Happy Śniadanko typowo włoskie czyli tylko na słodko min. tarta z brzoskwiniami, rogaliki, dżemy, płatki itd. nie było to śniadanie, które by zaspokoiło nasze żołądki bo zapotrzebowanie na jakieś mięso mieliśmy ogromne:D. Po tym "obfitym" posiłku ruszamy na miasto, właściwie miasteczko, które przywitało nas deszczem, brakiem otwartych sklepów i brakiem jakichkolwiek ludzi:D. Miejscowy plan miasta nam nie pomógł, gdyż nie znaleźliśmy nic co by przykuło naszą uwagę i w trochę skwaszonych minach wracaliśmy do centrum i do hotelu, w którym odezwały się nasze zwierzęce pragnienia na mięso:P. W hotelu nudy, w telewizji same włoskie kanały, prze kolorowani ludzie, którzy są słodcy do obrzydzenia i nie potrafią śpiewać(przynajmniej ci, których mieliśmy nie przyjemność oglądać), z tej opresji wyrwał nas niezawodny Mariusz, który oznajmił, że jedzie ze swoją córką na zakupy, co dodało nam ochoty do dalszych wojaży. Parę kilometrów do marketu, znowu zakupy głównie napoje; krótkie ustalenia z Mariuszem i wracamy do hotelu. Troszeczkę pobudzeni znowu wyruszamy na podbój miasteczka, które zmieniło się tylko pod względem ilości otwartych kawiarni, w których panowie pili kawkę i zajadali słodycze, na samą myśl o tym wszystkich wróciliśmy do hotelu by znowu użalać się nad barkiem mięska, które nadrabialiśmy w najwyżej 15% jedząc chleb z pasztetem:D. Później sjesta i zawitał nasz przyjaciel by zabrać nas już do Parmy. W pełnym "rynsztunku" dojeżdżamy do Parmy około godziny 17 i Mario zabiera nas do centrum handlowego "Panorama", w którym w końcu jemy coś ciepłego(pizza mniam) i dokonujemy ogromnych zakupów, kupując praktycznie wszystko co potrzebujemy(pyszna mortadela, prawdziwa szynka parmeńska, sery, alkohol, chleb itp. i zakupy, które zabraliśmy do Polski). Oczywiście nie piszę o deszczu, który przez cały dzień nam doskwierał. Wracamy do samochodu, by ruszyć dalej między czasie słuchając nagrań z dyktafonu jakie Mario nagrał w trakcie zakupów co wywołało głośne salwy śmiechu, który był potrzebny w takiej aurze. Zostało nam 2-3 godziny do meczu. Parkując samochód w odpowiednim miejscu ruszamy na Ennio, po drodze mijając miejscowych fanów Napoli. Docieramy pod stadion i oczekujemy na wjazd piłkarzy Gialloblu przez zajebistą bramę przed stadionem. Pod stadionem oczom nie wierzymy widząc miejscowych fanów Napoli pod kasami gospodarzy, którzy się bawią, śpiewają obok kibiców Parmy. W Polsce taka sytuacja jest nie do pomyślenia, ale tutaj to normalność. W końcu doczekaliśmy się przyjazdu autobusu naszych piłkarzy, by za chwilę podążyć ku wejściu na curva nord. Cała atmosfera na, a właściwie pod trybuną niesamowita, staliśmy się obiektem zainteresowań i westchnień pewnych sympatycznych fanek Parmy, rozdając dookoła vlepki, robiąc zdjęcia itd. By w końcu wejść na stadion, ten stadion który do tej pory oglądaliśmy w telewizji albo na zdjęciach, nasze marzenia stały się rzeczywistością, rzeczywistością którą nie byliśmy w stanie pojąć słowami, tylko chyba nasze oczy były w stanie ogarnąć ten fakt. Po jakimś czasie doszliśmy do siebie, aby przywitać oklaskami piłkarzy, by po 10minutach usłyszeć to na co czekaliśmy czyli pierwszy gwizdek i głośny doping("Il Parma ..."), w którym jak na nasze polskie możliwości staraliśmy się uczestniczyć. Pierwsza połowa zajebista, druga wraz ze zmieniającym się wynikiem stawała się coraz bardziej smutna i też w takich nastrojach zakończył się mecz i nasz powrót do samochodu, po drodze spotykając spore grupki fanów Napoli. Zanim weszliśmy do samochodu, każdy zdjął przemoczone od deszcze ubranie i prawie całą drogę milcząc wróciliśmy do hotelu. W hotelu już tradycyjnie i na przekór wynikowi dobra atmosfera i ucztowanie do prawie piątej rano.

 

Dzień trzeci


Tym razem pobudka około 9.30 by zdążyć do 10 na śniadanie. Pogoda w końcu doceniła nasze poświęcenie i pojawiło się słońce i całkiem przyjemna temperatura. Na śniadanie tradycyjnie samo słodkie; na owym śniadaniu spotkaliśmy kibica Juventusu, który pracował w tym hotelu, chwalił się wyjazdem w LE do Poznania i opisywał Polaków jako wielkich i silnych, naprawdę sympatyczny gościu, od razu go polubiłem. Po śniadaniu tradycyjnie wyjście na miasto. Tym razem udało nam się zastać otwarty market "Conad". W planie w tym dniu też była podróż w celach turystycznych do Parmy, jednak nasze nadzieję rozwiał rozkład jazdy pociągów oraz autobusu spod stacji kolejowej. W ponurych nastrojach wracając już do hotelu pojawiła się iskra nadziei gdyż Odys znalazł przystanek, z którego odjeżdżał autobus do Parmy!. Mieliśmy spore problemy z rozczytaniem rozkładu jazdy jednak z pomocą przyszły nam dwie młode Włoszki, które chyba jako jedne z niewielu mówiły po angielsku w tej miejscowości. O 12.35 razem z Odysem zatrzymujemy autobus(ostatni w tym dniu, który jechał do Parmy) i w dobrych nastrojach jesteśmy już w drodze. W hotelu został Bartek, który nie czuł się na siłach na przejażdżkę. Po około 45 minutach dojeżdżamy do Parmy, lecz wysiadamy trochę za wcześnie i musimy kawałek dojść w stronę centrum po drodze mijając Ennio Tardini. Plan mieliśmy taki: dowiedzieć się kiedy jedzie autobus powrotny do San Polo d'Enza, zjeść coś dobrego, coś kupić i zwiedzić miasto. Przez pierwszy okres gorączkowo szukaliśmy informacji o autobusie powrotnym, przeciągu całego tego czasu pochodziliśmy po centrum, kupiliśmy pamiątki i w końcu udało nam się trafić na plan rozkładu poszczególnych linii autobusowych. Wiedzieliśmy już, że autobus którym podróżowaliśmy i którym musimy wrócić to "11". Potwierdził to pewien pan z Mediolanu. Wiedzieliśmy jakim, ale nadal nie wiedzieliśmy o której, więc wróciliśmy na trasę naszej "jedenastki" i udało nam się jakoś wydedukować, że autobus jedzie o 16.14, 17.14 i 19.25, potwierdził to nawet miejscowy chłopak. No to uradowani, ruszyliśmy w stronę centrum wzdłuż linii "jedenastki" by mieć już później bliżej. Ze spokojem i zapasem 3 godzin oddaliśmy się fali miasta. Zwiedzanie, zakupy, pizza, zdjęcia i tak około godziny 15.45 stwierdzamy, że wracamy już na przystanek i tym 16.14 wrócimy do domu, jakież było zaskoczenie kiedy o 15.50 patrzymy jak nam ucieka "11" ! biegiem i wbijamy się do autobusu, który jak się okazało nie jechał do San Polo d'Enza Very Happy Na szczęście udało nam się wysiąść i ze zdziwionymi minami znowu iść do rozkładu jazdy, z którego nic nie zrozumieliśmy. W raz z upływem czasu pojawiły się chyba cztery "11" i każda jechała gdzieś indziej! W końcu dzięki pomocy uprzejmym kierowcom autobusów dowiedzieliśmy się, że nasz autobus jedzie o 16.38. Tabliczka z rozkładem jazdy w Parmie dla turysty to istny koszmar!!!.( Czekając na właściwy autobus uświadomiliśmy sobie w czym tkwi piękno Włoszek, tym pięknem są oczy! tak, oczy! Ogromne, czarne ... ahh). Z mojej strony była krótka wizyta na uniwersytecie w Parmie:D i nareszcie upragniony autobus nadjechał, to nasza "11"!. Podróż autobusem w doskonałych nastrojach, planowaliśmy już kolejny wyjazd i przypatrywaliśmy się tym pięknym oczom Włoszek. Po 17 zawitaliśmy do hotelu, zapłaciliśmy za nasz pobyt, zabraliśmy Bartka i ruszyliśmy ponownie na miasto. Znowu do "Conada" na ostateczne zakupy, w planie miałem zjeść pastę, ale oczywiście żadnej otwartej restauracji nie znaleźliśmy, więc powrót do hotelu, kolacja, telewizorek(min. włoski program " Gilotyna", serial a'la "Na dobre i na złe"). W między czasie się spakowaliśmy i szybko poszliśmy spać, bo jutrzejszy dzień miał rozpocząć się już o 5.00 rano!

 

Dzień czwarty


Pobudka i ogarnięci schodzimy o 5.30 pod hotel gdzie czekał na nas Mario by nas dostarczyć na dworzec w Parmie. Po 6 docieramy i musimy się już żegnać z Mariuszem, cóż coś się kończy coś się zaczyna. o 6.28 już mieliśmy pociąg do Mediolanu, tym razem sami kupiliśmy bilety za 8E regionalne. Pociąg jadący tak samo długo co IC, różnicą jest jedynie brak pewności co do miejsca siedzącego. W pociągu pełen relaks, siedzimy wygodnie i jedziemy mówiąc co nam ślina na język przyniesie gdyż nikt nas nie rozumiał. Śmiechu było co nie miara(sytuacja z oknem...). Dojechaliśmy do Piacenzy i poczuliśmy się jak w naszym PKP - niezły ścisk. Po 8 meldujemy się na dworcu w Mediolanie i szybko udajemy się w stronę autobusów do Bergamo po drodze mijając natarczywych sprzedawców parasolów. O 8.30 wyjeżdżamy w zapełnionym autobusie i przeciskamy się przez zakorkowane miasto. Przed godziną 10 jesteśmy już na lotnisku, by po małych niepewnościach po godzinie 10.40 już czekać po wszystkich kontrolach na lot. Było trochę wątpliwości gdyż nasz bagaż miał 16,3kg, i te 1,3kg pani nam podarowałaRazz (za dużo win i makaronówVery Happy). Czekając prawie posnęliśmy, gdyż w sumie 2 noce spaliśmy po 3-4 godziny, szybko nas wybudziła pewna urocza Polka, która poinformowała nas , że zmienia się bramka wyjścia. Oczywiście nie omieszkałem poinformować naszych czterech koleżanek z soboty, które również wracały tym samym lotem co my. Po tej informacji przeszliśmy pod właściwe wejście, a dziewczyny stały się bardziej rozchichotane, próbując nas poderwać wymyślając jakieś podchody w naszym kierunku:D. Ostatnim zabawnym momentem w tym dniu był pewien Włoch, który spóźnił się na lot do Cagliari i próbował sam wejść na płytę lotniska, załączył alarm który wył niemiłosiernie przez minutę, ale o dziwo nie pojawił się nikt kto by skontrolował powód załączenia alarmu!. Po tym incydencie nie wydarzyło się nic ważnego odnotowania, gdyż o 11.50 zaczęli nas wpuszczać by za chwilę wejść na pokład samolotu i ostatni raz pomyśleć na włoskiej ziemi, że marzenia się spełniają i uświadomić sobie, że każdy dzień tak naprawdę przybliża nas do ich realizacji. Przed godziną 14 wylądowaliśmy w Polsce, ale byliśmy pewni, że niebawem jeszcze powrócimy ...


Autor: 13



Na meczu obecni byli:


- MARIO, Bazzano Parmense


- TRZYNASTY, Poznań


- BARTEK, Poznań


- ODYS, Rybnik


Zdjęcia






Copyright 2006-2018 by FCParma.com.pl