FCParma.com.pl - Pierwszy w Polsce serwis o Gialloblu

Wyszukiwarka:
Osób przebywających na stronie: 23 poniedziałek, 21 stycznia 2019

Panel logowania

Ostatni mecz

Serie A
Udinese1
Parma 2
Dacia Arena; 19.01.2019; 18:00

Następny mecz

Serie A
Parma -
SPAL-
Stadio Ennio Tardini; 27.01.2019; 15:00

Video

Udinese 1:2 Parma: Skrót

Cytat tygodnia

"Pokazaliśmy niezwykłą dojrzałość i odporność psychiczną, mimo kilku trudnych momentów byliśmy w stanie wygrać ze swoimi słabościami i w najlepszy możliwy sposób wrócić do gry. Jestem dumny z mojego zespołu, Ci goście są naprawdę niesamowici." - Roberto D'Aversa

Shoutbox

Partnerzy

Legalni bukmacherzy w Polsce – sprawdź gdzie można legalnie obstawiać


odwiedź portal zakłady bukmacherskie

Statystyki serwisu

Serwis istnieje od: 18.06.2006

Czyli ma już 4600 dni.
Napisaliśmy 10714 newsów

Mamy 271 zarejestrowanych użytkowników.
Obecnie zalogowanych jest 1 osób, oraz 22 gości.

Serwis monitoruje: Stat.4u.pl  

Online:

Parma vs Genoa 02.10.2011

Wstęp:


Wyjazd nie do końca był pewny, gdyż na dwa tygodnie przed wyjazdem dopiero poznałem termin obrony, który przypadł na 26.09(obrona na "5"), ale całe szczęście że dosyć szybko wybrałem się rezerwować lot. Ogólnie był dosyć intensywny kontakt na linii Gdynia-Poznań-Rybnik i mimo kilku przeciwności losu udało się szczęśliwie wszystko pozałatwiać i mieć pewną ekipę wyjazdową w postaci: Magdy, Bartka, Odysa, Mnie no i niezawodnego w podbramkowych sytuacjach Mariusza.

 

Mój początek:


W czwartek(28.09): W ramach integracji wewnątrz FC zawitałem do Gdyni aby odwiedzić Magdę. Dwa dni zleciały tak szybko jak mrugnięcie okiem, co było złą oznaką i potwierdziło teorię, że to co dobre szybko się kończy, o czym doskonale każdy z nas się przekonał w momencie gdy musieliśmy wracać do Polski, ale o tym później. W Gdyni naprawdę sporo się działo, min. wizyta na PGE Arenie, na stadionie Arki ... i trzeba było już wracać do Poznania. W sobotę o 6.20 wyruszyliśmy do stolicy Wielkopolski.

 

Dzień pierwszy (1.10):


Do Poznania dotarliśmy przed 14, zjedliśmy obiad i pojechaliśmy zwiedzać Poznań, w tym stadion Lecha. Po 18 zawitał "tradycyjnie" spóźniony przez PKP Odys, odebraliśmy go z dworca i wróciliśmy do mnie do domu. Po kolacji szybkie pakowanie i już byliśmy w drodze po Bartka. U niego też kilka minut pakowania w bagaż główny i po 15 minutach zawitaliśmy na lotnisko. Lot był dosyć późno, bo o 21.55. Po 23 przywitaliśmy się z Włochami i zmierzaliśmy w kierunku busików do Mediolanu, ku naszemu zdziwieniu na lotnisku przywitał nas Mario, co było dla wszystkich szokiem. Dzięki niemu po 2 w nocy już byliśmy w hotelu w Parmie, gdyby nie on to musielibyśmy dotrzeć do Mediolanu i następnie czekać na pociąg w kierunku Parmy. Nie było by żadnego w tym problemu gdyby nie fakt, iż ostatni pociąg Treniitalia odjeżdżał o 23.30, a następny był po 5 Smile. Z drugiej natomiast strony w Mediolanie na dworcu jest aż 21 peronów i uznaliśmy, że po prostu musi jakiś pociąg jechać w tamtym kierunku w nocy, liczyliśmy na fart i szczęście nam dopisało i to bardzo, ale aż takiego to się nie spodziewaliśmy. Mario dostał od nas podarunki z Polski i niestety musiał już odjeżdżać, a my udaliśmy się do pokoju na zasłużony odpoczynek. Pokój prezentował się super, gdyby nie brak lodówki to można by mu nawet dać 5 w szkolnej skali ocen. Wieczorem... tzn. w nocy jeszcze postanowiliśmy znaleźć z Magdą jakiś sklep/stację aby zakupić napoje, osobiście miałem ochotę na piwo, niestety musiałem obejść się ze smakiem, gdyż niemożliwością jest znaleźć w Italii coś takiego jak otwarty sklep nocą, a w okolicy były dwa zamknięte markety, pierwszy to "Conad" nasz znajomy z pierwszego wyjazdu, oraz "Penny". Ten dzień zamknęliśmy dopiero grubo po 3.

 

Dzień drugi (2.10):


Niedziela dla mnie rozpoczęła się przed 8 i jak się później okazało była to jedna z najdłuższych nocy jaką udało mi się przespać od czwartku(28.09) do środy(5.10). Niestety nie mogłem dłużej spać przez komary z którymi mieliśmy do czynienia przez cały wyjazd (nawet w samolocie powrotnym do Polski:d) oraz jak się później okazało przez bażanty:) . Po godzinie 8.30 dobudziła się reszta towarzyszy podróży i mogliśmy udać się na śniadanko, w którym to uraczyliśmy żółty ser, szynki, jajka gotowane no i oczywiście mnóstwo słodyczy: od płatków, ciast, dżemów, owoców, jogurtów, rogalików ... oczywiście nie może zabraknąć kawy. Świetny był także świeży sok z czerwonych pomarańczy i grejpfrutów. Śniadanie trzeba zaliczyć na ogromny plus. Po śniadaniu szybki powrót do pokoju i zająłem się zwalczaniem komarów na moje nieszczęście to Ja zostałem "naznaczony" przez Pana Włodka( o Panu Włodku więcej w III dniu) do opuszczenia tego padołu łez. Pan Włodek nikczemnie i potajemnie podpiłował deseczkę w łóżku i w momencie mojego ataku na komary deska ta wyleciała ze swojego miejsca, co oczywiście wzbudziło ogrom śmiechu wśród wszystkich, jednak to chyba Odys najczęściej śmiał się z tego i wspominał to Smile po tym niecodziennym incydencie wraz z niezbędnikami czyli vlepakmi i aparatem ruszyliśmy w kierunku marketów. W niedzielę oczywiście nie było mowy aby któryś z wyżej wymienionych marketów był otwarty, więc od razu po pocałowaniu klamki poszliśmy w stronę centrum, w nadziei na znalezienie jakiegoś sklepu. Po drodze zwiedziliśmy niezły kawałek Parmy, odwiedziliśmy stadion by dalej szukać swego celu. Upał zaczynał się już na dobre, więc trzeba było odwiedzić jakiś najbliższy pub i raczyć się zimnym piwkiem:). Pub ten jednak szybko opuściliśmy ze względu na dużą ilość wstrętnych much. Dzięki pomocy pewnej pani w tym pubie, dowiedzieliśmy się, że żeby znależć market musimy iść za ludźmi:), oczywiście nie omieszkaliśmy tego zrobić i po chwili marszu ku naszej radości przed naszymi oczami ukazał się wprost cudowny market:D , w którym to kupiliśmy głównie napoje, gdyż temperatura dochodziła już do 30 stopni. Po zakupach szybkim krokiem ruszyliśmy w stronę hotelu gdyż zbliżała się godzina 15.00, a więc pojedynek Parmy, tej dla której tutaj przyjechaliśmy. Po drodze zabraliśmy karton od pizzy ze śmietnika gdyż siateczki z marketu okazały się nie wystarczająco mocne:). W hotelu wszyscy ubrani już w koszulki sławiące nasz klub i możemy ruszać w drogę.( W międzyczasie Bartek wymyślił pomysł na schłodzenie napojów i za lodówkę posłużył nam śmietniczek i zimna woda spod prysznica:P). Po drodze na stadion niestety zobaczyliśmy coś strasznego, coś co stało się nie pisanym przekleństwem tego wyjazdu czyli... temperatura, która sięgała 33 stopni , by za chwilę podnieść się o jeden stopień wyżej i pokazać nam 34 stopnie. Pogodę zapowiadali na 22-24 stopnie, a tu taka niespodzianka i dziesięć stopni więcej. Po drodze nie wzbranialiśmy się uzupełniać niezbędnych płynów w postaci wina, oczywiście niezbędnego dla prawidłowego funkcjonowania ludzkiego organizmu:). Pod stadionem czekał już na nas Mario i po opróżnieniu wyżej wymienionego napoju weszliśmy na zlaną słońcem trybunę. Pod trybuną kupiliśmy jeszcze wodę mineralną i tylko wyczekiwaliśmy na pierwszy gwizdek, wraz z którym cały młyn zaczął machać flagami na kijach, czyli coś normalnego na włoskiej scenie kibicowskiej, oczywiście nikogo nie dziwiło że to ja wykazywałem największą aktywność w wyżej wymienionej czynności( na oficjalnych zdjęciach wypatrujcie niebieskiej flagi po prawej stronie bramki, na dole). Upał doskwierał nieludzko Smile ale piłkarze postanowili nam to wynagrodzić i stwarzali groźne sytuacje, niestety z naszej trybuny było to słabo widać gdyż bramki padały na sud, a drugim rozpraszającym aspektem byli prowadzący doping panowie, a w szczególności nasz ulubieniec czyli Pan o ciekawym wyglądzie, z małą flagą i tekstem, który wspominamy do teraz czyli: " sulle mani " niby nic wielkiego(ręce do góry), ale jego głos i cała jego otoczka, sprawiała że nie byliśmy się w stanie się pochamować od głośnych śmiechów. Wraz z upływającym czasem coraz lepiej nam wychodziły śpiewy, a niektóre piosenki były wręcz cudownie melodyjne. Koniec spotkania i w świetnych humorach opuszczamy Ennio Tardini, by po drodze udać się na włoską pizzę oraz zasłużone piwko. W Parmie atmosfera cudowna, masa ludzi siedzących w parkach, nie mogliśmy tego nie wykorzystać i iść zgodnie z falą miejscowej ludności. Zajęliśmy miejsce koło uniwersytetu i tak nam błogo upływały minuty, by w końcu ruszyć w stronę hotelu. W hotelu mogliśmy choć trochę odpocząć i na cieszyć się zakupionymi trunkami, sokami, wodami...by zakończyć tą błogą egzystencję około godziny drugiej. W nocy tradycyjnie dały znać o sobie komary oraz brak jednej deski w moim łóżku. Spałem niestety "na walizkach" i to dosłownie, bo pod łóżkiem położyłem walizkę i komplet hotelowych ręczników, aby zatuszować dziurę i w normalnych warunkach pospać Smile Niestety był to też ostatni dzień, w którym dane nam było zobaczyć Mario, który później musiał już wrócić do codziennych obowiązków.

 

Dzień trzeci (3.10):


Poniedziałek był chyba najśmieszniejszym dniem tego wyjazdu, Ale po kolei. Tradycyjnie ja wstałem najwcześniej, ale długo nie musiałem czekać za resztą ekipy:). Śniadanko i po śniadaniu w pokoju, rozpoczęliśmy cykl opowieści o Panu zajmującym się utrzymaniem porządku w hotelu. Ten Pan niczemy nie winny zaskarbił sobie przydomek: "Pan Władek"(" Pan Włodek" - termin wymienny) i jak się okazało działał we współpracy z bażantami, oraz innymi grupami przestępczymi, jego głównymi ofiarami były oczywiście rzesze turystów przybywających do hotelu Smile. Pan Władek nie zawahał się transportować windami tandemu trumien, przedzierać się przez czeluście klimatyzacji, miał schowki, tajemne przejścia i wiele innych pomysłów aby "zająć" się swoją ofiarą, wcześniej przez niego namierzoną prawdopodobnie w momencie zamiatania okolicy hotelu. Fantazja nas kierowała w tak różne obszary życia, że Pan Włodek jak okazało się działał we współpracy z policją i paniami sprzątającymi, a jego krwiożercze bażanty stały się postrachem całej Parmy. Oczywiście opowieści te snuliśmy nie tylko w hotelu, ale także po drodze w Parmie i praktycznie już nie było takiego dnia, ba nawet godziny aby nie wspomnieć o Panu Włodku:D. Ale do rzeczy. W końcu otwarty był Conan i mogliśmy zrobić spore zakupy, które zanieśliśmy do hotelu i ruszylismy żeby zwiedzić stadion oraz po raz kolejny miasto. Stadion okazał się otwarty i mogliśmy go zwiedzić dosłownie wszędzie(oprócz curva sud). Wizytowaliśmy na trybunie głównej by za chwilę znaleźć się na płycie boiska i ławkach rezerwowych !. Wrażenia niesamowite! Następnie przeciwna trybuna, która jest dosyć nie profesjonalnie skonstruowana(delikatnie mówiąc). Kolejna wizyta na curva nord i na tej trybunie zrodził się Odysowi chyba najlepszy pomysł tego wyjazdu, a mianowicie wlepienie naszych vlepek na ławkach rezerwowych:) CDP poszło na "naszej" i Parma Ultras na ławce gości. Pomysł piękny i każdy z radością opuszczał stadion. Cała nasza wizyta na Ennio Tardini trwała aż 1,5h Smile i to wtedy zrobiliśmy najwięcej zdjęć. Ciekawostką było pewne śliczne autko w barwach Parmy Smile. Po opuszczeniu rejonu stadionu tradycyjnie wizyta w centrum w pełnym niestety słońcu, które również tradycyjnie prażyło niemiłosiernie, po drodze każdy zjadł pizzę i zrobiliśmy małą przerwę na placyku, który odwiedziliśmy dzień wcześniej zaraz po meczu. Po jakimś czasie ruszyliśmy znowu penetrować nieznane nam uliczki Parmy. Dotarliśmy do fajnego lokalu, leżącego nieopodal rzeki(za dużo powiedziane), kupiliśmy coś na ochłodę( tym razem colę) i ustalaliśmy plan na reszte dnia. Plan wyglądał tak, że wróciliśmy do hotelu, odpoczęliśmy i wzięliśmy się do ostrej gimnastyki ... mózgu! Partia w "kraje i miasta" była niezwykle emocjonująca i pełna niesamowitych haseł. Później tradycyjnie w poniedziałki wieczorem leci włoskie wydanie "Gilotyny", w którym to byliśmy blisko rozwiązania hasła finałowego, cóż blisko to nie znaczy, że się udało, ale trop był dobry - a chyba to najważniejsze Smile. Delikatna kolacja z pasztetem podlaskim i pełni dobrych humorów ruszamy po raz kolejny na miasto; tym razem celem były ogólnie rzecz biorąc " balety" ale na samych zapowiedziach się skończyło Sad Łaziliśmy, i w końcu osiadliśmy znomu w pubie, w którym to piliśmy colę. Tym razem musieliśmy już zasmakować czegoś wyskokowego, gdyż szampański nastrój jakoś nas nie dopadał. Po fajnej rozmowie z szefem pubu i opróżnieniu każdy swojego naczynka wróciliśmy do hotelu, dowiadując się że w Parmie imprezy są, ale tylko w piątki i soboty. Wróciliśmy na chwilę do hotelu i ruszyliśmy dalej tym razem nie w kierunku Parmy, lecz na jej obrzeża. Trochę się szło, przy okazji pachniało jakimś słodkim wypiekiem:) wkońcu po małych wątpliwościach czy słusznie robimy chodząc po czyjejś posiadłości zdecydowanie skróciliśmy sobie drogę do hotelu, w którym to spakowaliśmy się i zaczęliśmy zbierać się spać aż do momentu, w którym to Odys puścił nam piosenkę, która stała się hitem tego wyjazdu. Piosenka miała tytuł "komar"(Czy widzisz komara ... la, la, la. Sprawdźcie sobie na youtubie polecam ) piosenkę tą nawet nuciłem pod prysznicem. I tak zakończył się dzień, który był naszym przedostatnim w Parmie.

 

Dzień czwarty (4.10):


Pobudka o 8. Szybkie śniadanie i równie szybka droga na stadion do oficjalnego sklepu Parmy. Niestety w poniedziałki sklep jest zamknięty(skandal), więc musieliśmy w ostatni dzień iść do sklepiku. Cały dzień praktycznie w drodze. W sklepie zakupy i znowu szybka noga do hotelu po bagaże i znowu w drodze tym razem na dworzec (Dodam tylko, że w momencie opuszczania hotelu przy samych drzwiach zamiatał sam Pan Włodek! zwróciłem uwagę na jego imię - Carlos, pod takim fałszywym imieniem się ukrywa) . Na dworcu meldujemy się koło 11.40 o 12.09 pociąg więc czas mieliśmy dobry, ale w momencie zobaczenia ceny(21euro) na automacie biletowym wiedzieliśmy, że tym pociągiem na bank nie pojedziemy. Wybraliśmy pociąg o 13.05 za 9 euro, więc półtorej godzinki przeczekaliśmy w poczekalni. Czas umijaliśmy sobie śpiewaniem piosenki o komarze:D jak i innych hitów rodem z polskich wesel. Doczekaliśmy się pociągu, którego fotele były bardziej luksusowe niż nawet w samolocie, podłokietniki, szerokie fotele itd. niestety brak klimatyzacji okazał się dosyć odczuwalny, jednak i z tym problemem poradziliśmy sobie bojowo, stosując sweter Magdy, a właściwie to rękaw tego swetra Polak to jednak wszędzie sobie poradzi, czy to w hotelu z dziurawym łóżkiem, czy to w pociągu przy pomocy ręcznej klimatyzacji. Przed 15 dotarliśmy do Mediolanu i za chwilę w napakowanym na maxa autobusem ruszyliśmy w kierunku lotniska. Szybko, bo po 16 już byliśmy na lotnisku; odprawiliśmy się, przeszliśmy przez bramki i już zostało nam tylko czekanie na lot do Poznania. W międzyczasie wstąpiliśmy na obiadek. Tuż po 18 poszliśmy pod właściwą bramkę i już po samym widoku hali do której prowadziły nas znaki kierunkowe na bramkę nr 20 wiedzieliśmy, że wracamy do Polski. Hala przypominała właściwie halę produkcyjną inaczej tego budynku nie można było nazwać. Wszystko następnie potoczyło się po naszej myśli i z komarem na pokładzie jak i z piosenką o komarze zasiedliśmy w samolocie, który po godzinie 20 wylądował na płycie lotniska. Komitet powitalny już czekał i mogliśmy zawieźć Bartka do domu, pożegnać się z nim i jechać w stronę mojego domu, po drodze zahaczając o stadion Lecha. W domu kolacja, trochę krzątania się po pokojach i tradycyjny wieczorny spacer, który był pełen skrajnychemocji (prawda Magda i Odys:D). Spać szliśmy coś po północy z zamiarem pobudki o 4.30.

 

Dzień piąty (5.10):


Niestety nie wszystko ułożyło się jak chciałem. Sen mój trwał od 3.24 do 4.31. I cóż trzeba było wstawać aby Odys zdążył na pociąg o 5.08. Razem z Magdą pomachaliśmy Odysowi na pożegnanie i udaliśmy się na ranne zwiedzanie Poznania z samochodu. O 8.05 Magda wsiadła w pociąg i mój wyjazd dobiegł końca. Z relacji SMSowych dowiedziałem się, że Odys "tradycyjnie" miał opóźnienie tym razem tylko 1h i 40 min, natomiast Magda planowo dotarła do Trójmiasta, a ja od 11.00 walczyłem już w pracy po ciężkim, nieprzespanym i pełnym wrażeń tygodniu.

 

Zakończenie:


Wiele można by pisać, ale myślę że sens naszej wyprawy oddałem Wam w fajny sposób tak aby zachęcić innych do wyjazdów, czy integracji wewnątrz FC. Każdy wyjazd jest nie zapomniany, inny, nowy, ale każdy jest ważny. Każdy wyjazd jest jak żywy organizm, przez cały czas coś się w nim dzieje, dlatego każde pomysły, przemyślenia warte są uwagi, aby za każdym razem, tworzyć coś nowego, być może lepszego. Dla takich chwil istniejemy. To spełnianie marzeń jest chyba jedną z najważniejszych cech ludzkiego bytowania.



Autor: 13



Na meczu obecni byli:


- MAGDA, Gdynia


- MARIO, Bazzano Parmense


- TRZYNASTY, Poznań


- BARTEK, Poznań


- ODYS, Rybnik


Zdjęcia






Copyright 2006-2018 by FCParma.com.pl